PERSPEKTYWY
Z wielkimi pytaniami przychodzi wielka odpowiedzialność
Ukończenie szkoły coachingu nie dało mi wszystkich odpowiedzi. Wręcz przeciwnie — mam jeszcze więcej pytań. I znacznie większy respekt do odpowiedzialności, jaka przychodzi z pracą z drugim człowiekiem.
Możliwości dają wolność wyboru. A wybór niesie odpowiedzialność. Najwyraźniej z dobrymi pytaniami jest podobnie. 😄 Kiedy zaczynałam szkołę coachingu, wydawało mi się, że będę przede wszystkim uczyć się narzędzi, modeli i — oczywiście — zadawania „dobrych pytań”. I rzeczywiście. Były narzędzia. Były modele. Pytań było bardzo dużo. Tylko że najważniejsza nauka wydarzyła się gdzie indziej. W zatrzymywaniu się. W niewchodzeniu od razu z sugestią. W odkrywaniu, jak zaskakująco trudno jest nie podać rozwiązania, szczególnie kiedy przez ponad dekadę zawodowo było się nagradzanym właśnie za ich znajdowanie. W świecie technologii często pytamy: Jaka jest główna przyczyna? Co nie działa? Jak to naprawić? Jak zrobić szybciej, lepiej, bardziej efektywnie? To bardzo przydatny sposób myślenia. Tyle że człowiek nie jest systemem do debugowania.
Nie każda cisza wymaga ratunku
To było dla mnie jedno z ciekawszych odkryć. Cisza podczas rozmowy może uruchamiać bardzo silny automat: Powiedz coś. Zadaj następne pytanie. Podpowiedz. Nie pozwól, żeby zrobiło się niezręcznie. A przecież czasem właśnie w tej ciszy dzieje się najwięcej. Człowiek po raz pierwszy naprawdę słyszy to, co przed chwilą sam powiedział. Łączy dwie rzeczy, których wcześniej ze sobą nie zestawił. Orientuje się, że odpowiedź, którą wypowiedział automatycznie, wcale nie jest jego odpowiedzią. I wówczas rolą coacha jest zrobić przestrzeń i stworzyć warunki, w których klient może usłyszeć siebie.
Nie każda osoba potrzebuje kolejnej “dobrej” rady
To brzmi banalnie, dopóki samemu nie ma się bardzo dobrej rady. 😉 Szczególnie jeśli temat jest znajomy. Szczególnie jeśli widzisz rozwiązanie. Szczególnie jeśli masz doświadczenie i wiesz, co mogłoby zadziałać. Coaching uczy mnie jednak bardzo ważnego rozróżnienia: to, że ja widzę rozwiązanie, nie oznacza, że klient potrzebuje mojego rozwiązania. Czasem potrzebuje przestrzeni. Uwagi. Innej perspektywy. Pytania, przy którym warto zostać trochę dłużej. I prawdziwego zaufania, że posiada zasoby potrzebne do znalezienia własnego sposobu.
Im więcej wiem, tym większy mam respekt
Ukończenie szkoły coachingu jest dla mnie ważnym kamieniem milowym. Ale zdecydowanie nie metą. Im więcej się uczę, tym mniej postrzegam coaching jako zestaw technik, które można „opanować”, a bardziej jako odpowiedzialny sposób pracy z drugim człowiekiem. Odpowiedzialność za etykę. Za granice. Za obecność. Za własne ego — zwłaszcza wtedy, gdy bardzo chciałoby być pomocne. Za rozpoznanie momentu, w którym potrzebny jest coaching, a kiedy konsulting, mentoring albo zupełnie inna forma profesjonalnego wsparcia. I za autentyczne zaufanie do klienta i jego procesu. Dlatego kolejnym etapem są dla mnie praktyka, mentoring, dalsze uczenie się i rozwijanie warsztatu zgodnie ze standardami ICF. Jestem również na drodze do akredytacji ACC.
Dzisiaj celebruję
Więc dzisiaj robię małą pauzę. Ukończenie szkoły jest czymś, z czego jestem naprawdę zadowolona. Jutro? Więcej praktyki. Więcej uczenia się. Więcej słuchania. I prawdopodobnie jeszcze więcej pytań. 😄 Bo być może dobry coaching nie zaczyna się od tego, że coach ma świetną odpowiedź. Może zaczyna się wtedy, kiedy potrafi stworzyć przestrzeń, w której Twoja odpowiedź ma szansę się pojawić.